Doctor Who S07E03 A Town Called Mercy

Zdecydowanie najlepszy odcinek z trzech pierwszych. Nie miał epickich momentów jak Asylum of the Daleks ani szalonej akcji, która była w Dinosaurs of Spaceship. Był dużo spokojniejszy, zabawniejszy po prostu lepszy. Dużo w tym zasługa umieszczenia akcji w Ameryce. Nie tej znanej z poprzednich sezonów (Imposible Astronaut, Daleks on Manhattan), a trochę starszej  – XIX wiecznej. Małe miasteczko żywcem wyjęte z westernu to coś co nie mogło się nie udać w Doctor Who. Nawiązań do tego gatunku filmowego były dziesiątki. Począwszy od scenografii, saloonów (Doktor życzący sobie najmocniejszą herbatę!), Doktora z wykałaczką, pojedynków w samo południe, branie miary na garnitur przez grabarza na jeszcze żywym delikwencie, przestraszonych mieszkańców i wielkiej strzelaniny. Była też jazda na koniu (+ rozmowa z nim bo Doktor oczywiście mówi po końskiemu). Nie spełniło się tylko jedno moje małe marzenia – Doktor nie zagrał na harmonijce kultowego motywu muzycznego. To by perfekcyjnie dopełniło całości.

Oczywiście w tym wszystkim nie mogło zabraknąć jakieś kosmicznej intrygi. Dostaliśmy doktora – obcego który osiedlił się w miasteczku. Podarował ludziom elektryczność, leczył z chorób i okazał się ich największym dobrodziejem. Oraz sprawcą nieszczęścia ponieważ z tajemniczych, na początku, przyczyn ściga go rewolwerowiec – cyborg. Rozwinięcie historii może nie jest wielce zaskakujące, ale dzięki nie jest poruszono kwestia przeszłości naszego Doktora.

Jak w poprzednich epizodach również i tutaj pokazuje swoją mroczną stronę. Kolejny raz postanawia wydać człowieka na śmierć by przez niego nie ginęli niewinni. Bo przecież człowiek, który poświęcił kilka istniej by zakończyć długoletnią wojnę i zmniejszyć żniwo śmierci na nią zasługuje. Tylko, że ten problem niezwykle frapuje Doktora. Bo przecież wiemy, że on sam jest odpowiedzialny za miliardy ofiar i tak jak doktor Jex on również teraz odpokutowuje. Dlaczego więc może wyrokować życiem? Dla większego dobra? Tylko dla czyjego? Doktor z sezonu na sezon robi się coraz ciekawszą postacią. Wiemy, że musiał podejmować trudne decyzję, a po tym odcinku zastanawiamy się czy podejmie tą samą decyzję co Jex.

Po raz kolejny Amy wypomina Doktorowi wiek – 1200 lat. Trochę się nam postarzał i nie jest dalej jasne co robił w tym czasie. Jednak samotne podróże znowu się na nim odbiły. Już Donna mówiła Dziesiątemu, że musi mieć towarzysza, który trzyma go w ryzach. Również i Jedenastemu w tym odcinku Amy uświadomiła że niepotrzebnie unosi się gniewem. Aż strach pomyśleć czym byłby Doktor gdyby nie jego kompani. Całkiem możliwe, że przeistoczyłby się w Mastera.

Znowu mieliśmy wątek z żegnaniem Pondów. Na prawdę smutno mi będzie mówić do nich „żegnajcie”, ale przecież taki jest los towarzyszy. Z reguły smutny. Rose, Martha i Donna na pewno dobrze nie skończyły. Czy uda się Pondą? Liczę, że tak. Bo oni chcą z własnej woli zrezygnować z tych międzygwiezdnych i międzyczasowych podróży. Pod koniec odcinka Doktor chciał ich zabrać w kolejną szaloną podróż, a oni stwierdzili ze chcą tym razem do rodziny i przyjaciół. Taka drobna wymiana zdać, a mi się strasznie smutno zrobiło.

Z lżejszych wątków – Pondowie jak zwykle dostali kilka zabawnych scen np. Amy śmiała się z Doktora jak został nowym szeryfem, wcześniej za to bawiła się rewolwerem. Na szczęście nikomu krzywdy nie zrobiła, a mało brakowało. Zabawne było jak po raz kolejny Rory został zlekceważony. Na szczęście znowu nie umierał. W ogóle ostatnio coś ma dużo szczęścia.

Kolejny raz brawa dla osób odpowiadających za castingi – Adrian Scarborough jako doktor zagrał bardzo dobrze, ale jego występu za kilka miesięcy pewnie nie będę nawet pamiętał. Zapamiętam za to Andrew Brooka, a raczej jego Rewolwerowca. Świetna postać, tak właśnie wyglądałby terminator gdyby Skynet naoglądałby się westernów Sergio Leone. Do tego jeszcze ta końcówka jak jak mówi że nie będzie widział co robić bez wojny i Doktor po tym mianował go stróżem porządku. Chciałbym go jeszcze zobaczyć, może Doktor znowu będzie zbierał drużynę na wojnę i jeszcze raz odwiedzi Mercy. Ogromnie się cieszyłem gdy dowiedziałem się, że w tym odcinku będzie Ben Bowder (Farscape, Stargate SG-1) i niemal go nie poznałem tak go ucharakteryzowali. Jako szeryf Issac dał radę, ale liczyłem na jakąś większa rolę.

Kolejny odcinek Doctora Who w tym sezonie i kolejny raz te same motywu – pożegnanie Pondów i eksploracja mrocznej strony Doktora. Zapewne w dwóch odcinkach przed przerwą będzie to samo i ja absolutnie nie mam nic przeciwko bo jak na razie wychodzi to doskonale. Szkoda tylko, że zaraz koniec, wielki smutek i wzruszenia.

OCENA 5/5

Reklamy

Doctor Who S07E02 Dinosaurs on Spaceship

SPOILERY Z CAŁEGO ODCINKA

Kolejny odcinek i kolejna niesamowita przygoda. Taki już urok tego serialu. Tym razem Doktor ląduje na statku z dinozaurami. DINOZAURAMI w kosmosie! Niezwykły pomysł i nie dziwie się że był tak hypowany na długo przed premierą. Może to i trochę zaszkodziło odcinkowi bo poczułem lekki niedosyt, ale i tak bawiłem się doskonale. I to nie dinozaurom należy przypisać główną zasługę. Owszem całkiem nieźle wpasowały się w konwencję seriali, Doktor cieszył się jak dziecko, a Matt Smith robił przy tym cudaczne miny, dostaliśmy kilka fajnych scen akcji (RUN!) w tym pościg i strzelanie, ale to nie one sprawiały mi największa radochę. Również nie fabuła była tutaj najważniejsze – odkrycie co się stało plus kilka bardziej lub mnie przewidywalnych twistów. Najważniejsze były postacie i interakcje między nimi. Zafundowały nam masę śmiechu i kilka naprawdę mocnych scen, ale po kolei.

Odcinek zaczyna się w starożytnym Egipcie gdzie poznajemy królową Nefertiti. Tą Nefertiti, znaną z podręczników historii. I trzeba przyznać, że po raz kolejny udało się w tym serialu wykreować postać historyczną posiadającą ciekawą osobowość. Coś mi się wydaje, że na długą ją zapamiętam tak jak Eliabeth X czy Madame de Pompadour z The Girl in Fireplace. Była intrygująca, wyniosła i mimo wszystko dbająca o innych, ciekawa tego kim jest Doktor, ale też wszystko przyjmująca na wiarę. Idealna towarzyszka. Był też niejaki  John Riddell (Rupert Graves widziany w innym serialu Moffata –  Sherlocku), brytyjski myśliwy, który niedługo przed tą przygoda poznał Doktora. Zawadiacki i traktujący kobiety z wyższością. Ciekawie się go oglądało w relacjach z Amy i Neffy. Trzecim z nowych towarzyszy okazał się ojciec Rorego. Kolejny Pond okazał się podobny do syna, trochę zagubiony w kosmosie, ale dzięki temu zabawny. Na pewno nie zawadzał, a wręcz przeciwnie. Dostarczył dużo humoru i miło by go było jeszcze raz spotkać. Tak jak i wiele innych przed nim również i jego życie zostało odmienione dzięki spotkaniu z Doktorem. Ostatnia jego scena w TARDIS bardzo ładnie zrobiona.

Oczywiście nie mogło zabraknąć Amy i Rorego. Doktor kolejny raz znienacka ich odwiedza.Po kolejnej już dłuższej nieobecności (10 miesięcy). Trochę mnie zaintrygowało ile to już serialowych lat są jego towarzyszami i okazało się, że według internetu to już ponad 10 krzyżyków. I to akurat widać. Wciąż ekscytują się tymi wyprawami, ale też nie traktują ich tak jak kiedyś, raczej nie jest to dla nich już takie zaskoczenie co dawniej. Wciąż jednak dobrze się bawią z Doktorem mimo, że ich życie często jest zagrożone. Nauka nie poszła mimo wszystko w las. Radzą sobie bez Doktora doskonale, Amy skutecznie obsługuje pozaziemski sprzęt, zna się na innych rasach i potrafi przewodzić. Rory rozumie plan Doktora, nie przejmuje się robotami, które trzymają go na muszce i jest po prostu wyluzowany. Wie czego się spodziewać. Wynika też z tego kilka ciekawych scen np. Amy mówiąca do Neffy i Riddell, że nie chcę flirtujących towarzyszy. Patrząc na historię Pondów jest to jeszcze bardziej zabawne. Mniej zabawnie wyszła jednak scena z Doktorem gdzie mówi mu że wciąż na niego czeka i boi się, że on może się kiedyś nie pojawić, a ona dalej będzie czekała. Piękne nawiązanie do Amy jako the girl who waited. Na prawdę ciężko będzie mi się rozstawać z Pondami gdy już do tego dojdzie. Niektórzy narzekają, ze są już nudni, że to nie to co Donna czy Rose, ale dla mnie to są najlepsi towarzysze Doktora i kropka.

Ze względu na tak liczny gang (6 osób) dość szybko doszło to rozdzielenia podróżujących. Amy, Riddell i Nefertiti odkrywali tajemnice statku. Okazało się, że jest on pochodzenia Siluriańskiego czyli dobrze nam znanych homo reptalis z The Hungry Earth/Cold Blood i został zaprojektowany jako arka z najcenniejszymi gatunkami. (Szkoda tylko, że nie było nawiązania do starych odcinków, Doktor mógł np. powiedzieć co słychać u Madame Vastry z A Good Man Goes to War.) Niestety stało się coś strasznego przez co wszyscy sylurianie zginęli. Co? Tego dowiaduje się Doktor wraz z Rorym i Braianem. Mianowicie zostali oni wybici przez pozbawionego skrupułów handlarza żywym towarem. Doktor musi mu pomóc, ale jak wiemy na groźby nie reaguje zbyt dobrze. Przez co Salomon kończy tak jak kończy. Warto też wspomnieć o niezbyt inteligentnych droidach, które schwytały naszych bohaterów. Strasznie przypominają te z nowej trylogii Star Wars.

Koniec Salomona po raz kolejny w tym sezonie i nie pierwszy raz w serialu pokazuje, że Doktor potrafi być okrutny. Owszem w walce po stronie o dobra, może i ma rację, ale jego postawa czasem może przerazić. Nie musiał on zabijać handlarza, ale widział że nie zasługuje on na życie dlatego też nie uratował go. Intryguje mnie strasznie jak Jedenasty Doktor wyewoluuje w tym sezonie. Zapowiada się, że będzie mrocznie, że w pewnym momencie może przesadzić i zrobić coś strasznego. Oczywiście jeśli nie będzie miał towarzyszy, którzy będą go wstrzymywać. Ja liczę na emocjonalną podróż. Chciałbym zobaczyć wahającego się Doktora, nie wiedzącego co czyni, trochę zagubione dziecko próbujące naprawić sprawy, ale też mszczące się za jakieś prawdziwe okrucieństwo. Tutaj było ludobójstwo i piractwo. Wystarczyło, żeby Doktor skazał na śmierć. Do czego jest jeszcze zdolny?

Mam jedno zastrzeżenie do odcinka, które mnie trochę dziwi bo rzadko kiedy uważam coś takiego za wadę. Moim zdaniem akcja toczyła się w zbyt szybkim tempie. Początek to błyskawiczne zebranie drużyny, potem uciekanie przed dinozaurami, rozdzielenie się, kolejna akcja i ucieczka, znowu akcja, znowu ucieczka, dramatyczna walka o przeżycie. Wszystko to za szybko. Brakowało chwili wytchnienia. Takie czepianie się na siłę, ale co tam. Mogę w końcu jestem u siebie. Za tydzień (tzn w przyszłym odcinku, który już został wyemitowany) Doktor zawita na Dziki Zachód. Nie mogę się doczekać by zobaczyć Amy z rewolwerem, cyborga – rewolwerowca i Bena Bowdera.

OCENA 5/5

Doctor Who S07E01 Asylum of the Daleks

SPOILERY Z CAŁEGO ODCINKA

Uwielbiam ten serial, a jego powrót to dla mnie małe święto. Odkąd odcinek wylądował na moim dysku co chwila patrzyłem czy są napisy. I się w końcu doczekałem. To było długie czekanie, ale warte. Zresztą co to jest parę dni skoro od ostatniego regularnego odcinka minął niemal rok. Zdecydowanie za długo. Jednak oczekiwanie było tego warte bo dostaliśmy wspaniały początek serii. Może nie było takich epickich momentów jak w The Impossible Astronaut lub The Eleventh Hour ale odcinek nie dość, że zachwycił to jeszcze istotnie wpłynął na dalszą część sezonu czy może raczej historię Jedenastego.

Pierw jednak małe narzekanie. Chodzi o Amy i Rorego – jak to się rozstali?! Niby zostało to wyjaśnione w Ponds Life, ale mnie to nie przekonuje. Miłość między nimi to najlepsze love story w Doktorze na przestrzeni tych 7 lat, a oni na początku sezonu podpisują papiery rozwodowe? Coś tu jest nie tak. Oczywiście wszystko się wyjaśniło na końcu odcinka w wzruszającej scenie, ale niesmak pozostał. Bo on na nią czekał 2000 lat, ona go rzuca z miłości, on umiera niejednokrotnie i nagle przychodzi im do głowy, że rozwód to najlepsze co może ich spotkać? Nie kupuje tego.

Jednak dalej i trochę wcześniej było tylko lepiej. Na początku zniszczona planeta Daleków  z pięknymi efektami specjalnymi. I złapany Doktor. Owszem kolejne naciągane, bo przecież Doktor nie mógł od tak się złapać… ale lecimy dalej. Doktor razem z Amy i Rorym (bo Doktor potrzebuje towarzyszy!) lądują przed Parlamentem Daleków! Otoczeni przez setki blaszaków krzyczących „extermi….” nie krzyczały co innego. Chciały pomocy. Daleki poprosiły o pomoc Predatora. Dość niecodzienne posunięcie. Doktor jednak nie miał wyboru i ruszył na Ayslum Daleków miejsce zsyłek niepełnosprawnych sztuk. Tutaj też dostaliśmy wspaniałą rozmowę z Dalekami o pięknie i nienawiści. O tym co napędza Daleki. Szkoda tylko, że nie było jakiegoś monologu na miarę tego z The Big Bang. Potem jeszcze dojdzie do tego miłość jako sposób walki z nimi. I tutaj w kontekście całego odcinka Daleki można traktować jako przykład odczłowieczenia. Ludzi pozbawionych miłości zdolnych tylko do niszczenia. Jedna nie ma co popadać zbytnio w interpretacje. Doctor Who to przede wszystkim serial przygodowy.

Przygody oczywiście nie zabrakło w tym odcinku. Było dużo biegania, trochę wybuchów i jeszcze więcej dramatyzmu. Amy zmieniająca się w Daleka to trochę przesada. Wiadomo przecież było, że do tego nie dopuszczą. Już prędzej by zabili Rorego. Znowu. Jednak ten wątek przemiany idealnie wpasował się w to co miało nadejście. Była to strzelba, która wystrzeliła z zupełnie niespodziewanego miejsca. Chodzi o „nową towarzyszkę” Doktora. Przed premierą S07 zapowiedziano, że pojawi się w christmas special, ku wielkiemu zaskoczeniu mogliśmy ją zobaczyć już teraz. Słodka, dziewczyna z przyszłości, trochę szalona i uzdolniona technicznie. Dziewczyna, którą można od razu polubić. Fajnie się przedrzeźniała z Doktorem, z Rorym też miała całkiem miłą scenę, a raczej rozmowę. Rzucała żartami, że aż miło. I gdy już Doktor miał ją uratować okazało się, że to Dalek. Dziewczynę zmieniono w Daleka, ale jakimś cudem została jej osobowość. To było dość szokujące, ale były przesłanki przez cały odcinek. Doktorowi od początku coś nie pasowało. Mi tak samo bo Doktor miał za dużo pytań. Jednak skoro miała to być nowa towarzyszka to stwierdziłem, że Doktor ją odnajdzie, uratuje i spotkają się ponownie w grudniu. Nic z tego. Dalek został i najprawdopodobniej został unicestwiony. Czy w takim razie Doktor spotka jej wcześniejszą wersję? Czy potem będzie próbował zmienić timeline żeby ją uratować znając jej tragiczną przyszłość? Może to będzie jej siostra bliźniaczka (ta się przedstawiła Oswin Oswald, a gdzie indziej spotkałem się, że Jenna-Louise Coleman ma zagrać Clare Oswin)? Zdecydowanie szykuje się ciekawa opowieść. Pytanie jest tez czy Amy odegra w tym jakąś rolę i czy Pondowie będą jeszcze wtedy w serialu. Szczerze mówiąc to nie chcę żeby nas opuszczali bo jak już nie raz pisałem to są najlepsi towarzysze Doktora. Może się komuś narażę, ale Rose się chowa i nawet Donna jest za nimi w moim prywatnym rankingu. I jeszcze jedno a propos mojej analizy Daleka w odniesienie do Oswain – dobrego człowieka nie da się do końca zamienić w Daleka i wyprać ze wszystkich emocji. Jakaś cząstka ludzka zawsze zostanie. Dobry człowiek nie zostanie zmieniony w złym towarzystwie.

Ważnym wydarzeniem z perspektywy dalszej historii Jedenastego jest ostatnie dokonane Oswin czyli wymazanie Doktora z systemów Daleków. Teraz nie zdają sobie sprawy z jego istnienia, a należy sobie też przypomnieć że Doktor sfabrykował własną śmierć czyli obecnie będzie działał zupełnie niezauważenie. Ta, jasne. Znamienne jest też to, że Daleki pytają Doctor Who? Pytanie stare jak świat, nawet to się robi nudne, ale czy Dalekowie się tym zainteresują? Czy najwięksi wrogowie Doktora będą próbowali zgłębić najstarsze pytanie wszechświata? Jak będą działać nie wiedząc, że Doktor istnieje? Staną się bardziej agresywni czy może odwrotnie? Czy odegrają jakąś role na podczas upadku Jedenastego na Polach Trenzeloru czy odejdą na dobre? Czy zadziałało to też na Czarnego Daleka bo jakoś nie widziałem go w tym Parlamencie.

Z pozostałych scen warte zapamiętania momenty – Amy robiąca za modelką. Uwielbiam Karen Gillan więc to była dla mnie cudowna scena. Jak zwykle wzruszająca scena pojednania między Pondami. Zagubiony Rory jak bawił się Dalekiem. Amy analizująca Doktora. Bezsensowne pytanie Rorego bo wszystkie sensowne zostały już zadane. Ucieczka z Alaski. It’s a trap Doktora. Doktor opowiadający jak grał na trójkącie w operze Carmen. Oswin mówiąca na Doktora i Rorego Podbródek i Nos. Motyw z jajkami i Rory niewiedzący, że Dalek chce powiedzieć exterminate. Każde nazwanie Dotkora Predatorem i opowieść o minionych bitwach. Rory cieszący się z powrotu do Amy. Było tego sporo, ale jak pisałem na początku niestety nic epickiego. Jednak sezon się dopiero zaczął i będą jeszcze okazje. Choćby odcinek Neila Gaimana. Nie wiem o czym będzie, ale wiem że będzie co najmniej tak dobry jak nagrodzone Hugo Doctor’s Wife.

Jakie minusy? Brak River. Stęskniłem się za nią, każdą jej wersją i nie mogę się doczekać kiedy wróci, na pewno nie za tydzień. Za tydzień DINOSAURS ON THE SPACESHIP!

OCENA 5/5. I zapewne tak będzie przez cały sezon.