Hyde Park #8

Trochę mnie tutaj nie było (w sensie w Hyde Parku). A to Olimpiada, a to chwilowe wypalenie się przez Comic-Con a to własne lenistwo jednak w końcu wypadałoby napisać co słychać u mnie. Telewizji już nie oglądam bo nasi herosi nie „walczą” o medale więc mam więcej czasu na seriale. Udało mi się obejrzeć kilka nowych pilotów większość to średniaki do których już z pewnością nie wrócę. Piję tutaj do Rookie Blue, Royal Pains, Longmire, Dallas czy znienawidzone przeze mnie Angry Menegment. Obiecująco za to zapowiada się Lost Girl, Eureka i Better off Ted. Szkoda tylko, że nie ma czasu żeby to wszystko sprawdzić już teraz bo wciąż nadrabiam stare produkcji i już niedługo wrzesień i fala powrotów i premier. Będzie się działo. Sprawdziłem też parę pierwszych odcinków Suits (czyli po naszemu W garniturach). Serial w zeszłym roku zyskał olbrzymią popularność, ale muszę się przyznać, że nie wiem czemu. Owszem jest przyjemny, dobrze się ogląda, ale to typowa wakacyjny produkcja – obejrzeć, dobrze się bawić i zapomnieć. Największa bolączka to sprawy, które same się rozwiązują i… zresztą wrażenia z Suits to temat na zupełnie inną notkę, ale to dopiero po finale S01. The Good Wife i obecnie emitowane Damages dużo lepsze jeśli chodzi o kategorie seriali prawniczych.

Co dziwne udało mi się przez ten czas obejrzeć jeden film – Transformers 3. Tak wiem szmira, ale dobrze się bawiłem. Sam nie wiem czemu bo poprzednia część była słabiutka. Paradoksalnie najlepsze momenty były na początku zanim zaczęła się cała warta kilkadziesiąt milionów dolarów akcja. Ogromny plus za głos Leonarda Nimoy i małą rolę Alana Tudyka. Ich obecność bardziej mnie cieszyła niż występ super seksownej Rosie Huntington-Whiteley. Taki ze mnie geek, który przekłada Firefly’a nad aniołki Victoria’s Secret.

Aż mi się głupio przyznać, ale ostatnio więcej gram w Diablo 3 niż oglądam seriale. Dawno żadna gra nie przykuła mnie tak do siebie, a głupie farmienie przedmiotów i kilkudziesięciokrotne powtarzanie tego samego zadania jest straszni rajcowne. Coś czuje, że utkwię w świecie Sanktuarium na dobre. Poza tym lamię w Battlefielda 3 przez sieć. Nie umiem w to grać, ale i tak mam radocha jak mnie zabijają. Skończyłem też Uncharted 2 – co za gra! Wciągająca fabuła, cudowni i zróżnicowani bohaterowie, dynamiczny gameplay i to wszystko okraszone piękną grafiką. No i w multiplerze czasem zabijam więcej ludzi niż mam zgonów. Uncharted 3 na pewno kiedyś wyląduje na mojej półce. Tak jak The Last of Us, które zachwyca swoimi trailerami. A w międzyczasie mam jeszcze do skończenie jedną część Ratchet and Clank oraz Mirror’s Edge, którego stylistyka jest godna uwagi.

W końcu też nadrobiłem literackie zaległości. Trzy zaległe książki ze świata Diuny przeczytane. Bitwa pod Corrinem tylko ok, oczekiwałem czegoś bardziej epickiego i zakończenie dość średnie. Dobrze, że we wrześniu Rebis wyda pierwszą część Szkół Diuny więc będzie można poznać dalsze losy bohaterów. Wichry Diuny też zasługują na ocenę dobrą i sam nie wiem czy cenią ją bardziej od poprzedniej. Ma wszystkie wady i zalety interqueli. Szkoda tylko, że nie zostawiono pierwotnego tytuły bo Jessica z Diuny o wiele bardziej by pasowało do tej książki. Dom Atrydów zaskoczył mnie pozytywnie i chyba najlepiej prezentuje się z tej trójki. Książka dzieje się jakieś 40 lat przed wydarzeniami z oryginalnej Diuny, a głównym bohaterem jest Leto. Wiem co się wydarzy, wiem jak się skończy, a przynajmniej tak mi się wydaje. Na prawdę godna polecenia i ciekawie poszerza wszechświat Diuny. Szkoda tylko, że jest trochę nieścisłości względem Legend Diuny, które strasznie irytują (nieścisłości, nie Legendy) podczas czytania mimo że nie wpływają na odbiór książki. Przeraża mnie tylko, że przede mną do kupienia jeszcze pięć tomów i ewentualnie Marzyciel Diuny jeśli Rebis pokusi się na biografię Herberta. W sumie cała kolekcja będzie kosztowała ponad tysiąc złotych, ale warto bo już 14 tomów prezentuje się epicko, a co dopiero 20. Teraz męczę (to chyba dobre słowo) Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa. Jedynie tysiąc sto stron przygód najsłynniejszego detektywa. Jeśli (gdy) ją skończę to go pokocham lub znienawidzę.

 

 

 

Hyde Park #7

Sesja sesją, ale seriale oglądać trzeba. Prawda że piękna sentencja? I jakże prawdziwa. Mimo widma zbliżającego się egzaminu obejrzałem więcej odcinków niż w przeciętnym tygodniu. I zamiast urozmaicenia skupiłem się na dwóch produkcjach. Pierw błyskawicznie skończyłem S01 The West Wing. Ostatnie cztery odcinki i dwa premierowe zleciały błyskawicznie. Dawno mnie tak serial nie wciągnął, a każdy odcinek kończył się z myślą „chcę więcej!”. A wszystko to dzięki niezwykle efektownym dialogom i postacią, których po prostu nie sposób nie pokochać. Może i serial jest amerykański z flagą powiewającą na wietrze, ale to jak jest zrobiony zasługuje na uwagę. Szczególnie jak działania zmierzają do jakiegoś konkretnego celu. Polecam mimo tego, że serial jest z minionego tysiąclecia. Kolejnym pożeraczem czasu jest Revenge. Serial przeszedł u mnie długą drogę – od typowej obojętności do zakochania się po uszy czego się absolutnie nie spodziewałem. Już pilot był zachęcający z potencjałem na mroczną historię. Potem przyszła chwila zwątpienie, że mamy procedural i jeden odcinek = jedna ofiara, ale nic mylnego. Po paru odcinkach nadszedł czas na reperkusję trwającej zemsty, wszystko coraz bardziej się komplikowała i teraz pierwotny plan nie jest już taki łatwy do zrealizowania. Do tego jestem zafascynowany główną bohaterką. Słodka, ale za uśmiechami skrywa swoją drapieżną naturę. Szczególnie ciekawie wypada odkrywanie jej przeszłości. Wart odnotowanie jest też koniec drugiego sezonu Game of Thrones. Ludzie mówią, że był słabszy od poprzedniego. Ja natomiast dostałem kolejną dawkę tego co chciałem z epickim Blackwater na czele. Jak na telewizję, ba nawet jak na film, wyszło to przednio. Może i brakuje w tym wszystkich szerokich plenerów, ale nie ma co narzekać bo ten serial skupia się na bohaterach i tego właśnie od niego wymagam – dalszej eksploracji postaci i jak najczęstszego odchodzenia od książki.

Już niedługo początek E3. Niby mają to być najsłabsze targi od wielu lat, ale i tak zapowiada się najgorętszy okres w roku dla branży gier obok Bożego Narodzenia. Zapowiedzi będzie mało, ale ja liczę na pokaźną dawkę zwiastunów. Po obejrzeniu zapowiedzi nowego Tomb Raidera stwierdzam, że chcę to mieć. Brudno, mrocznie, filmowo i klimatycznie. Historia zatoczyła koło i teraz to Lara czerpie inspiracje od Uncharted. Dawnguard czyli DLC do Skyrim narobiło smaka. Trochę szkoda, że znowu eksploatowany jest temat wampirów, ale takie czasy. Ja jednak poczekam na jakieś Game of the Year i zakupie sobie edycję ze wszystkimi dodatkami. TES Online mnie nie jara. Za dużo jest MMO na rynku, a ja nie mam ochoty wydawać co miesiąc pieniędzy na grę w którą pogram raptem parę godzin tygodniowo. Nie mówiąc już o tym że wolałbym poświęcić ten czas na singlowe historię. A z tych koniecznie muszę sprawdzić nową Castlevanie. Szkoda tylko, że nie wyszła edycja z dodatkami. Strasznie mnie irytuje, że muszę jeszcze dopłacać żeby dostać pełną grę. Już wolę poczekać ten rok i dostać kompletny produkt niż wybrakowany tytuł.

Hyde Park #6

Skończyłem Taniec ze smokami jakoś na początku tygodnia i jestem zawiedziony. Ostatecznie przez ponad tysiąc stron bohaterowie mało co ruszyli do przodu, niemal nic się nie zmieniło, nie było żadnych szokujących zwrotów akcji (no może poza jednym czy dwoma) i nie widać byśmy byli bliżej zakończenia sagi która od dłuższego czasu stoi w miejscu. Jestem rozczarowany. Dobrze, że jest serial, który wychodzi co tydzień i ma zaledwie 10 miesięczną przerwę, a nie jak książki Martina pięcioletnią. Za parę godzin natomiast długo wyczekiwany odcinek Blackwater. Nie wiem jaki będzie stosunek akcji w Królewskiej Przystani do innych części świata, ale liczę na przytłaczającą przewagę Kings Landing. O jakoś bitwy się nie martwię. Przez cały serial nie pokazali żadnego większego starcia więc pewnie kasę odkładali na to. Fani książki będą pewnie zawiedzeni bo wszystko wskazuje na to, że nie będzie łańcucha i mostu, ale należy pamiętać że to tylko serial, a nie filmowe widowisko z kilkunastomilionowym budżetem. Po tym odcinku fani będą wypatrywać kolejnego punktu zwrotnego – Deszczy Castamare. Już się nie mogę doczekać kiedy będę czytał opinię w internecie ludzi narzekających co się stało. Ścięcie sami wiecie kogo to przy tym pikuś. Tylko nie googlujcie!

Z powodu zmory wszystkich studentów czyli sesji brak czasu na wszystko. Nie jest może tragicznie, ale już sobie narobiłem zaległości w czytaniu internetowej twórczości. Dobrze, że przynajmniej czas na seriale jest. The Good Wife, The West Wing i Person of Interest z porządnymi odcinkami jak zwykle. Premiera S03 Friday Night Lights przywróciła mi wiarę w ten serial i liczę, że mieszane uczucia po poprzedniej serii odejdą w zapomnienie. Jak pisałem w wpisie o ramówce ABC, że obejrzę Revenge tak też zrobiłem. I muszę przyznać, że jest intrygująco, wszystko zostało zgrabnie wyreżyserowane, a intryga prezentuje się obiecująca. Emily jest urocza i zarazem mordercza. Tak jak Victoria. Starcie tych dwóch pań przyniesie wiele ofiar, a przynajmniej na to liczę.

W tym tygodniu wyjątkowo chciałbym polecić nową serię z Wonder Woman. Przeczytałem trzy ostatnie numery po sobie i coraz bardziej mi się podoba ta grecka mitologia prezentowana przez Braina Azzarello. Szczególnie wizja Hadesu, trochę przypominająca piekło z Dante’s Inferno. Do tego wszyscy bohaterowie są ciekawi, a Diana kozacko wygląda z pistoletami. I,Vampire i Justice League Dark dalej fenomenalnie się czyta i ogląda mimo że ta druga seria zmieniła scenarzystę. Wciąż jednak wolę Swamp Thinga i Animal Man.

Hyde Park #5

Wszystko co piękne musi się kiedyś skończyć. Tak właśnie jest z serialami w maju. Najburzliwszy okres za nami i można na spokojnie ocenić mijający sezon. Ja na razie za mną dwie ramówki z pięciu. W takim tempie wyrobie się przez najbliższe 10 dni. Przynajmniej powinienem. Jak odebrałem ostatnie finały? Głównie źle. HIMYM było śmieszne, ale cliffhanger zniechęcający. W The Vampire Diaries odwrotnie – cały odcinek słaby, ale końcówka intrygująca. Jednak przez to, że przez cały sezon ich poziom był dość nierówny postanowiłem dać sobie z nimi spokój na jakiś czas. Nie mogę tego powiedzieć o Nikicie bo w tym przypadku od września do końca maja odcinki były emocjonujące. Oby tak dalej. Community jeszcze nie widziałem, ale mi się nie śpieszy. Mam cztery odcinki i rozłożę sobie je w czasie żeby skrócić przerwę. Teraz przez najbliższe dwa tygodnie tylko Game of Thrones. W międzyczasie nadrabianie. Wróciłem do The Good Wife i Person of Interest i żałuję że dopiero teraz. Bardzo dobre odcinki ostatnio widziałem. Dokończyłem też Covert Affairs. Serial przeciętny, ale jak już pisałem nie lubię zostawiać niedokończonych spraw. Finał był bardzo słaby jak i cały drugi sezon. Teraz czas przemęczyć House of Lies do końca. Chociaż będzie można sobie popatrzeć na Kristen Bell.

Kończę Taniec ze Smokami. Wiem, idzie mi jak po grudzie ale to tylko dlatego że nie mam zbytnio czasu na książki. Chociaż kilka denerwujących elementów też by się znalazło. Nie rozumiem po co dawać rozdziały niektórym postacią. Victarion? Serio? A podobno w Winds of Winter swoje 5 minut ma dostać też Aaron Mokra Czupryna… Oczywiście Martin znowu musiał zabić moją ulubioną postać. Wybaczam mu bo scena była świetnie napisana i brakowało tylko „Et tu, Brute?”. Chociaż podobno ta postać wcale nie jest martwa. Przekonamy się w serialu bo z pewnością wyprzedzi on swój literacki pierwowzór w tempie wydarzeń.

Przyszedł 15 maja, a z nim premiera Diablo 3. Takiej małej gierki w którą zagrywają się dzieciaki z podwórka. A raczej ponad 2 mln „dzieciaków”. Recenzje są mieszane, ale i tak muszę to mieć szczególnie jak ludzie opowiadają jak się w to gra. Dodatkowo Mięsny Jeż w roli przeciwnika czy Pastorał Nathanka jako broń jeszcze bardziej zachęcają. Jest też jakiś easter egg o Lost. Trzeba odkładać kasę, ponownie wkroczyć w świat Sanktuarium i ubić raz na zawsze tytułowego bydlaka.

Hyde Park #4

Szaleństwo się kończy, a wielka 4 (+ The CW) nie mają przed nami żadnych tajemnic dotyczących swoich starych seriali. W tym roku obyło się bez zaskakujących decyzji w ostatniej chwili (chociaż skasowanie CSI: Miami zamiast NY trochę niespodziewane). Co mnie cieszy to, że nie anulowali żadnego z moich ulubionych seriali. Castle, Community i Fringe wracają po wakacjach. Tak jak Nikita! Wielu obstawiało, że to już koniec, ale ja się łudziłem że jednak serial powróci. I powróci na 22 odcinki trzeciej serii czyli w praktyce czekają nas jeszcze dwa sezony bo stacji bardziej będzie się opłacało zamówić S04 żeby serial dobił do 88 epizodów i syndykacji niż miała go skasować po trzecim. Czyli fani mogą się radować! A do obejrzenia został jeszcze finał, który całkiem możliwe przedefiniuje serial. Trzymam za to kciuki. A propo finałów – na razie bez niespodzianek. Fringe i Castle mnie nie zawiodły. Ten pierwszy był epicki i niósł ze sobą niezwykły pakiet emocji, a ten drugi odpowiedział na podstawowe pytanie tego serialu. The Vampire Diaries również nie zawiodło moich oczekiwań – słabo, przewidywalni, śmiesznie i irytująco. Czas się żegnać z tą produkcją póki mam o niej dobre zdania. W tym tygodniu natomiast czas na 2 x HIMYM, 3 x Community i wspomnianą już Nikite. I chyba na ten ostatni season finale czekam najbardziej. Community na pewno nie zejdzie poniżej pewnego poziomu (szkoda tylko, że nie dadzą nam znowu paintball), a HIMYM pewnie zawiedzie. Przekonamy się już za kilka dni. W międzyczasie za to postaram się podzielić wrażeniami z upfrontów więc może coś uda się napisać w środku tygodnia.

Chwilowo porzuciłem Filary Ziemi, nie chciało mi się wozić dwóch książek ze sobą w nadziei, że w końcu się w sobie zbiorę i skończę historie katedry Kingsbrdige. Wziąłem się za to za Taniec ze Smokami część 2 czyli ostatni (dotychczas wydany) tom Pieśni Lodu i Ognia. I muszę przyznać że jestem pozytywnie zaskoczony. Po ponad 300 stron może ze 2 rozdziały mi się średnio podobały, a reszta wciągnęła niemiłosiernie. Owszem Martin dalej pisze jakie to postacie mają piękne stroje, dokładnie opisuje przebieg wesela i czym się zajadają, ale w końcu coś się dzieje! Szczególnie ciekawie jest na Murze i Winterfell, a w Dorne lepiej niż u Tyriona za którym nie przepadam już od dłuższego czasu. Co ważne mamy już tyle informacji, że można sobie pogłówkować co dalej, przewidzieć ciąg wydarzeń i powysuwać kilka teorii m.in. kto jest Azorem Ahai. Mimo wszystko nie sądzę, że Martin skończy Pieśń w kolejnych dwóch tomach. Bardziej z tego zrobiła się powieść obyczajowa niż epicka saga o wojnie, ale i tak chcę to czytać. Trzymam kciuki, że pan Bosman zrobi jak najwięcej notatek i jakiś utalentowany pisarz będzie kontynuował jego dzieło życia po śmierci.

Niestety w weekend majowy (tak, dopiero teraz się skończył dla niektórych) nie udało mi się dokończyć Uncharted 2. Pogoda była zbyt piękna by siedzieć przed konsolą. Zostało mi jakieś 30% gry i ogromnie tego żałuję, że nie zarwałem więcej nocek. Ta gra to iście filmowe widowiska. Cały czas się coś dzieje, reżyseria to mistrzostwo tak jak gra aktorów, a Claudia Black jak zwykle jest pociągająca mimo, że słyszymy tylko jej głos. Grafika również powala. Szczególnie śnieg i twarze. Podobno w kontynuacji jest jeszcze lepiej. trzeba odkładać pieniążki. Chyba, że God of War Collections vol1 trafi się w rozsądniej cenie.

Hyde Park #3

Tydzień finałów przed nami, a potem upfronty czyli szykuje się wysyp newsów i wywiadów z twórcami. Będzie co czytać o serialach. Na co najbardziej czekam? Oczywiście Fringe bo ten serial zawsze zaskakuje i pozostawia nas snujących domysły przez całe wakacje. Również w The Vampire Diaries i Castle powinno być szokująco, ale prawdopodobnie obydwa seriale wylądują w moim prywatnym limbo. Nie są one złe, ale tylko średnie. Ten pierwszy zepsuł się przez S03 i czasem oglądanie go było prawdziwą męczarnią. Castle jednak dalej lubię, ale chwilowo mam dość tej pary i wolę poświęcić czas na coś bardzie ambitnego (The Sopranos albo jakieś Deadwood które systematycznie są odkładane na później). Jednak jak będzie zobaczymy po ostatnim odcinku. A gdy finały przeminą szykuje się wielkie nadrabianie – The Good Wife, Person of Interest, Grimm, Once Upon a Time, American Horror Story, The Secret Circle, Ringer, Smash, Supernatural i New Girl. Zapowiada się pracowite lato.

Mściciele szaleją na wielkim ekranie – podczas otwarcia zarobili w Stanach szacunkowo ponad 200 mln dolarów co jest rekordem. Fani DC się śmieją, że to dlatego że ludzie chcą zobaczyć nowy zwiastun Batmana (który oczywiście wyszedł niesamowicie klimatycznie), ale tylko dlatego że zazdroszczą. Superman, Green Lantern czy Wonder Woman nie mieli szczęścia do ekranizacji i podobne widowisko jak The Avangers tylko z czołowymi bohaterami DC to pieśń odległej przyszłości, a szkoda. Nie ma co jednak narzekać tylko cieszyć się tym co jest bo według krytyków i widzów Whedon zafundował nam jeden z najlepszych filmów do popcornu. Chyba sam się skuszę w przyszły weekend. W tym tygodniu zadebiutowały również nowe zwiastuny Prometeusza, który zdradza za wiele (czas się odciąć od wszelkich informacji do seansu) oraz Niezniszczalnych 2. Staruszkowie pokazują, że dalej są w formie, a zobaczyć na ekranie Willisa, Stalone’a i Arniego to coś niesamowitego. Byle do premiery.

Zrezygnowałem z Puzzle Quest, ta gra za bardzo mnie irytuje. Pogrywam sobie za to w Dane’s Inferno i muszę przyznać, że całkiem to przyjemne. Oczywiście można to scharakteryzować jako tanią kopię God of War, ale siekanie piekielnego pomiotu jest przyjemne, walki z bossami są wciągające, a ich design jak i samej otchłani zapiera dech mimo że grafika jest dość przeciętna. Jeszcze trochę i uda mi się uwolnić Beatrycze i zaciukać Lucyfera. Trzymajcie kciuki.

W DC nadeszła druga fala. Udało mi się sprawdzić Dial H i całkiem przyjemne to było. Fabuła jest rozpisana na dwa lata więc szykuje się całkiem niezłe czytadło bo potencjał w historii jest. Mam tylko nadzieje, że nie zabraknie pomysłów na herosów – w tym numerze Człowiek Komin rozwalił system. Więcej takich wykręconych pomysłów poproszę. Za inne nowości się jeszcze nie brałem bo wyszły kontynuacje innych dobrych historii. O ile Action Comics (czarny Superman prezydentem USA? litości…), Red Lanterns i tie-in do Night of Owls w postaci nowego Detective Comics dość średnie tak kontynuacje Swamp Thinga i Animal Mana dalej trzymają wysoki poziom i są zdecydowanie w czołówce obecnie czytanych przeze mnie komiksów.

Hyde Park #2

Fringe z piątym i zarazem finałowym sezonem! Zdecydowanie wiadomość tygodnia, dawno nic tak bardzo mnie nie ucieszyło bo od przeniesienia serialu na piątek drżałem o jego przyszłość i jak widać bez powodu bo nie dość że dostał czwartą serię to jeszcze mimo fatalnej oglądalności zasłużył na zakończenie historii i finałowe 13 odcinki. Stacja FOX tym ruchem odkupiła się w moich oczach, nie uważam jej już za największe zło i częściowo wybaczam to co zrobili z Firefly. Prawdopodobnie jednak w przyszłym roku po finale serialu będę na nich klął że to już koniec, że więcej nie zobaczymy naszych ulubionych bohaterów i że chcemy więcej bo historia dalej jest niesamowita 😉 Jeśli chodzi o inne produkcje to udało mi się skończyć S02 Luther i S01 Hell on Wheels. Co do tego pierwszego to mogę się tylko zgodzić z jednym z felietonistów filmwebu – John Luther to Mroczny Rycerz Londynu, miasta zepsutego, pełnego morderców, psycholi i zwyrodnialców gdzie ciężko znaleźć kogoś z czystą duszą. Idris Elba zasłużenie dostał za tytułową rolę Złotego Globa. Hell on Wheels również mnie wciągnęło swoją powolną narracją, brudnym klimatem dzikiego zachodu i eksponowanym na każdym kroku dualizmem oraz niezwykłymi bohaterami. Jest to typowy serial od AMC więc albo się go pokocha albo szybko znienawidzi. Ja należę do tej pierwszej kategorii. Muszę też napisać, że jestem pozytywnie zaskoczony końcówką S02 Friday Night Lights – serial wrócił na dobry tor, irytujące wątki zostały ograniczone do minimum i znowu serial wciąga. Nic tyko oglądać dalej.

Filmów nie widziałem żadnych, ale jak pomyślę że już niedługo będę mógł obejrzeć Cabin in the Woods lub The Avengers to mnie skręca że jeszcze tyle czekania. Do tego jeszcze nowy Star Trek w produkcji, Niezniszczalni 2, Skyfall, Spider-Man i las but not least Mroczny Rycerz Powstaje, który mimo idiotycznego tytułu najlepiej zapowiada się z nich wszystkich. Jest też Hobbit, który o dziwo nie wzbudził wielkiego entuzjazmu na targach gdzie był pokazywany, a to wszystko przez nową technologię 48 klatek. Ja tam jednak się tym nie przejmuję bo film słaby na pewno nie będzie.

W tym tygodniu udało mi się też odkurzyć moje PSP co wynikło z długiej podróży pociągiem. Nie miałem ochoty na poważniejsze gry więc odpaliłem sobie Puzzle Quest i mnie znowu wciągnęło. Szkoda tylko, że dalej mam wrażenie, że komputer mnie oszukuje… Pograłem znowu w Real of Mad God i znowu się nieźle na wkurzałem – nic tak nie irytuje jak zgon przez laga po kilku godzinach pakowania postaci… Z milszych rzeczy to dzięki poprawie pogody można było pograć w piłeczkę na świeżym powietrzu. I liczę że więcej sobie w to pogram, a jeśli nie zostanie telewizja i Liga Mistrzów. Finał niestety nie zapowiada się fascynująco – Chalsea i Bayern. Na pewno nie będzie takich emocji jak w meczach półfinałowych. Natomiast w poniedziałek derby Manchesteru w których rozstrzygnie się walka o mistrzostwo Anglii. Glory glory Man United!

Jak napisałem tak zrobiłem – udało mi się poczytać Rise of the Vampires czyli crossover I, Vampire i Justie League Dark – epicka rzecz. Dawno czegoś tak dobrego nie czytałem. Zdecydowanie te dwa komiksy należą do mich ulubionych. Zaczęła się również Noc Sów w Batmanowych tytułach. Początek dobry, ale nie wzbudził we mnie takich emocji jak historia z wampirami jednak to był dopiero początek a Snyder udowodnił że jest utalentowanym scenarzystą i ja w niego na pewno nie będę wątpił.