Image of the Day #3

Muszę się do czegoś przyznać – ciesze się jak dziecko gdy moi ulubieni aktorzy niespodziewanie pojawią się w jakimś serialu sprzed kilku lat. Tak było w przypadku Connie Britton w The West Wing. Mimo, że pojawiła się w kilku odcinkach i dostała niewielką rolę ja miałem ogromną radochę oglądając ją tam. Co mnie zaszokowało to, że mimo 11 lat różnicy to o wiele korzystniej wygląda teraz niż w wieku tych 34 lat. Pięknie się nam ona starzeje. I co najważniejsze na brak propozycji nie może narzekać. 5 lat w Friday Night Lights, rok w American Horror Story i teraz, oby jak najdłużej, w Nashville. I pomyśleć że jeszcze 2 lata temu gdyby ktoś powiedział Connie Britton to nie wiedziałbym o kogo chodzi.

Hyde Park #8

Trochę mnie tutaj nie było (w sensie w Hyde Parku). A to Olimpiada, a to chwilowe wypalenie się przez Comic-Con a to własne lenistwo jednak w końcu wypadałoby napisać co słychać u mnie. Telewizji już nie oglądam bo nasi herosi nie „walczą” o medale więc mam więcej czasu na seriale. Udało mi się obejrzeć kilka nowych pilotów większość to średniaki do których już z pewnością nie wrócę. Piję tutaj do Rookie Blue, Royal Pains, Longmire, Dallas czy znienawidzone przeze mnie Angry Menegment. Obiecująco za to zapowiada się Lost Girl, Eureka i Better off Ted. Szkoda tylko, że nie ma czasu żeby to wszystko sprawdzić już teraz bo wciąż nadrabiam stare produkcji i już niedługo wrzesień i fala powrotów i premier. Będzie się działo. Sprawdziłem też parę pierwszych odcinków Suits (czyli po naszemu W garniturach). Serial w zeszłym roku zyskał olbrzymią popularność, ale muszę się przyznać, że nie wiem czemu. Owszem jest przyjemny, dobrze się ogląda, ale to typowa wakacyjny produkcja – obejrzeć, dobrze się bawić i zapomnieć. Największa bolączka to sprawy, które same się rozwiązują i… zresztą wrażenia z Suits to temat na zupełnie inną notkę, ale to dopiero po finale S01. The Good Wife i obecnie emitowane Damages dużo lepsze jeśli chodzi o kategorie seriali prawniczych.

Co dziwne udało mi się przez ten czas obejrzeć jeden film – Transformers 3. Tak wiem szmira, ale dobrze się bawiłem. Sam nie wiem czemu bo poprzednia część była słabiutka. Paradoksalnie najlepsze momenty były na początku zanim zaczęła się cała warta kilkadziesiąt milionów dolarów akcja. Ogromny plus za głos Leonarda Nimoy i małą rolę Alana Tudyka. Ich obecność bardziej mnie cieszyła niż występ super seksownej Rosie Huntington-Whiteley. Taki ze mnie geek, który przekłada Firefly’a nad aniołki Victoria’s Secret.

Aż mi się głupio przyznać, ale ostatnio więcej gram w Diablo 3 niż oglądam seriale. Dawno żadna gra nie przykuła mnie tak do siebie, a głupie farmienie przedmiotów i kilkudziesięciokrotne powtarzanie tego samego zadania jest straszni rajcowne. Coś czuje, że utkwię w świecie Sanktuarium na dobre. Poza tym lamię w Battlefielda 3 przez sieć. Nie umiem w to grać, ale i tak mam radocha jak mnie zabijają. Skończyłem też Uncharted 2 – co za gra! Wciągająca fabuła, cudowni i zróżnicowani bohaterowie, dynamiczny gameplay i to wszystko okraszone piękną grafiką. No i w multiplerze czasem zabijam więcej ludzi niż mam zgonów. Uncharted 3 na pewno kiedyś wyląduje na mojej półce. Tak jak The Last of Us, które zachwyca swoimi trailerami. A w międzyczasie mam jeszcze do skończenie jedną część Ratchet and Clank oraz Mirror’s Edge, którego stylistyka jest godna uwagi.

W końcu też nadrobiłem literackie zaległości. Trzy zaległe książki ze świata Diuny przeczytane. Bitwa pod Corrinem tylko ok, oczekiwałem czegoś bardziej epickiego i zakończenie dość średnie. Dobrze, że we wrześniu Rebis wyda pierwszą część Szkół Diuny więc będzie można poznać dalsze losy bohaterów. Wichry Diuny też zasługują na ocenę dobrą i sam nie wiem czy cenią ją bardziej od poprzedniej. Ma wszystkie wady i zalety interqueli. Szkoda tylko, że nie zostawiono pierwotnego tytuły bo Jessica z Diuny o wiele bardziej by pasowało do tej książki. Dom Atrydów zaskoczył mnie pozytywnie i chyba najlepiej prezentuje się z tej trójki. Książka dzieje się jakieś 40 lat przed wydarzeniami z oryginalnej Diuny, a głównym bohaterem jest Leto. Wiem co się wydarzy, wiem jak się skończy, a przynajmniej tak mi się wydaje. Na prawdę godna polecenia i ciekawie poszerza wszechświat Diuny. Szkoda tylko, że jest trochę nieścisłości względem Legend Diuny, które strasznie irytują (nieścisłości, nie Legendy) podczas czytania mimo że nie wpływają na odbiór książki. Przeraża mnie tylko, że przede mną do kupienia jeszcze pięć tomów i ewentualnie Marzyciel Diuny jeśli Rebis pokusi się na biografię Herberta. W sumie cała kolekcja będzie kosztowała ponad tysiąc złotych, ale warto bo już 14 tomów prezentuje się epicko, a co dopiero 20. Teraz męczę (to chyba dobre słowo) Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa. Jedynie tysiąc sto stron przygód najsłynniejszego detektywa. Jeśli (gdy) ją skończę to go pokocham lub znienawidzę.

 

 

 

Continuum S01

Jestem rozczarowany i to mocno. Pierwszy odcinek zrobił mi dobrze i byłem pełen dobrych myśli o przyszłości serialu, oczekiwałem przyzwoitego sci-fi ba zadowoliłbym się nawet tylko dobrym bo w końcu mamy ich poważny niedobór w serialowym krwiobiegu. Niestety nic z tego. Dostaliśmy kolejny procedural, który udaje że jest czymś więcej i ma pewne elementy science fiction. Nie jest tragicznie, niektórym ludziom się podoba i go zachwalają ja się zawiodłem i dlatego się tutaj wyżalę. Będzie też trochę zalet, ale tylko trochę.

Co najbardziej nie zagrało? Opowieść albowiem nie poświęcono jej należytej uwagi. W serialach kryminalnych mi to tak nie przeszkadza, niech sobie łapią przestępcę co tydzień, a coś ważnego niech się przejawia co parę odcinków. Tutaj jednak jest to niewybaczalne. Oczekuje zgrabnej historii, wykorzystania potencjału postaci i nowo wykreowanego świata. W Continuum średnio sobie z tym dano radę. W pierwszym odcinku nakreślono zarys fabuły – Kiera protektorka z przyszłości cofa się do naszych czasów wraz z grupką terrorystów. Oni walczą o zmianę przyszłości ona o zachowanie status quo. I tak sobie walczą przez dziesięć odcinków pierwszego sezonu. No prawie bo w międzyczasie ona zajmuje się sprawami z którymi poradziłby sobie przeciętny policjant, a oni znikają. Niestety nie ma ciągłości opowieści, nie widać żeby ona zmierzała do jakiegoś konkretnego punktu. Owszem są dobre odcinki jak z uwięzieniem na farmie, ale często ich punktem zapalnym jest przypadkowość. Jednak jeśli już terroryści działają według swojego planu chcą coś zmienić to serial wciąga i pokazuje, że ma potencjał. Tylko w większości niewykorzystywany. Jest lepiej niż w przypadku Alcatraz, ale to wcale nie usprawiedliwia Continuum. Najgorsze jest jednak to, że podczas cliffhangeru sezonu nie ma nic odkrywczego. Mieli za szokować, a tak na prawdę już podczas pilota miałem wrażenie i były przesłanki, że to tak się potoczy. Niezbyt umiejętnie łączono też flashbacki z przyszłości (brzmi idiotycznie, ale właśnie o to chodzi) z fabułą odcinków. Niby miało to jakieś odzwierciedlenie, była klamra otwierająca i zamykająca epizod, ale co z tego skoro mało co wnosiło to do wiedzy o bohaterach i świecie. Lost z ich przebłyskami chyba nigdy nie zostanie doścignięty.

Postacie to kolejna rzecz, która mnie poważnie rozczarowała. Kira na początku intrygowała by potem zacząć irytować. Owszem nie od początku się przystosowała do naszego świata, ciekawie się oglądało jak uczyła się jeździć samochodem czy używać komórki, ale potem doskonale wtopiła się w współczesność. Zdarzały się jej błędy, ale w zamierzeniu miały być elementem komicznym co na dłuższą metę irytowała. Niestety myliłem się też co do wątku romansowego. Pojawił się i ten, a co najgorsze został przedstawiony mało przekonująco. Brakowało mi u niej konfliktu wewnętrznego, niezdecydowania, wahania czy walczy po dobrej stronie. Praktycznie przez cały sezon to ta sama postać, która chcę wrócić do domu i walczyć z terrorystami. Jej partner również niczym szczególnym się nie wyróżnia. Twardy policjant, radzący sobie w każdej sytuacji, czasem będący przeszkodą niż pomocą. Bohater papierowy, jest bo jest, jakby zginął serial by wiele nie stracił, a może i zyskał. O wiele ciekawiej od niego wypadają postacie drugoplanowe z komisariatu – sprytna informatyczka co zawsze rozbawi i charyzmatyczny szef policji. Jednak to terroryści grają pierwsze skrzypce i to ich najciekawiej się ogląda. Na początku jak radzą sobie bez swojego szefa, a potem jak zaczynają walkę. Która jednak nie jest tak efektowna jak bym tego chciał. Jednak to wtedy gdy oni przejmują inicjatywę robi się najciekawiej. Każde z nich odmiennie się zachowuje, wierzy w swoje ideały i są gotowi walczyć za sprawę. Jest też buntownik, który próbuje odnaleźć się w nowym świecie na własnych warunkach. Może też poznać genezę ich przywódcy, a finałowy odcinek sporo namieszał w ich strukturach. To oni są główną siłą napędową serialu. Jest też, Alec czyli dobry duszek Kiery, który niestrudzenie służy pomocą ze swojej szopy. Autentycznie się go lubi od pierwszych chwil i mam nadzieje, że wykorzystają jego postać w przyszłości. mam tyko jedno zastrzeżenie – wszystko mu się udaje. Złoty chłopiec w mig pojmuje technologię przyszłości. Za bardzo mi to przypomina naukowców z Stargate. O ile tam mieściło się to w ramach konwencji tak tutaj w z pozoru realistycznym świecie jest to trochę naiwne.

Kolejny zarzut jest do wykreowanego świata. Tyczy się on większości filmów i seriali, ale tutaj za bardzo mi się to rzucało w oczy. Niby walka idzie o losy planety, a akcja toczy się tylko w Kanadzie. Walka nie ma ogólnoświatowego zasięgu, a ma miejsce tylko, przy całym moim szacunku dla Kanadyjczyków, na peryferiach. Nie mogę sobie wyobrazić żeby największe zmiany w naszym społeczeństwie dokonały się właśnie tam. Na przestrzeni całego sezonu o przyszłości dowiadujemy się tylko trochę więcej niż w pilocie. Kiera wykorzystuje futurystyczną technologię, ma swój bajerancki kombinezon i bezpośrednią komunikację z Alecem i jest to efektowne. Jednak mało tego i nie licząc paru wyjątków nie robią one wrażenia.

Serial ten trochę mnie zadziwia. Z jednej strony głupimi dialogami, naiwnym rozwianiem niektórych wątków czy zbytnie popuszczanie wyobraźni przez scenarzystów (wątek z grami i programowanym mózgiem – żenada). Z drugiej ciekawie przedstawiono paradoks dziadka i inne problemy związane z podróżami w czasie. Czy powinno się zmienić przyszłość jeśli ma się taką możliwość? Czy śmierć babki wpłynie na moje obecne ja? Czy jest możliwość powrotu do swojej przyszłości czy świat będzie już zmieniony przez nasze dokonania? Czy jesteśmy w stanie coś zmienić czy nasze wysiłki doprowadzą do dobrze znanej rzeczywistości. Trudne tematy, które nadzwyczaj udanie są tutaj rozwinięte. Może i nie rewolucyjnie, ale to całkiem dobra rzemieślnicza robota i ten aspekt serialu na pewno będę miło wspominał.

Muszę też pochwalić finałowy epizod. Pisałem, że cliffhanger był przewidywalny, ale już całość była dość emocjonująca. Ważne wydarzenia dla przyszłości ma się rozegrać (czemu tylko nie próbowano budować napięcia przez cały sezon?! odliczanie na pewno by pomogło), a Kiera będzie chciała w tym wziąć udział. Mamy piękna klamrę, symboliczne przekazanie pałeczki i rozpoczęcie kilku ciekawych wątków które m.in. zbliżenie teraźniejszości z przyszłością.  Jest też pewien smutny wątek za który muszę pochwalić scenarzystów. Chyba najlepszy motyw całego serialu.

Na końcu sezonu liczyłem trochę, że w finale dostaniemy przeskok w czasie o jakieś 5 lat. Aż się o to prosiła żeby ten sezon potraktować jako wstęp służący przedstawieniu postaci i położeniu podwalin, a dalszą część jako rozwinięcie z zaczątkami Sadtechu i widocznymi zmianami w strukturze świata. Dodać kilka wątków politycznych i jeszcze bardziej rozwinąć motyw Liber8. Niestety jeszcze do tego nie doszło i przy obecnym tempie mam obawy, że jeszcze może to trochę potrwać. Chyba, że zostaniemy pozytywnie zaskoczeni.

W jednej z finałowych scen pojawia się książka, która ma ukształtować przyszłego przywódcę rewolucji. Jest to Opowieść o dwóch miastach Charlsa Dickensa. Tytuł kiedyś obił mi się o uszy nie znałem jednak szczegółów, ale jako że zawsze chcę wiedzieć więcej to przeczytałem notatkę z Wikipedii. I w sumie założenia w przypadku Continuum są podobne. Obraz przyszłości jako przestroga, która powinna wpłynąć na bohaterów, którzy są w stanie(?) zmienić świat. Terroryści czy raczej rewolucjoniści nie są tutaj tylko krytykowani. Wiemy, że źle robią, ale cel mają szczytny. Kolejny raz muszę napisać, że to właśnie ci źli zostali dużo ciekawiej i głębiej przedstawieni niż prawi bohaterzy.

Jak to wszystko prezentuje się od strony technicznej? Całkiem znośnie. Efekty specjalne są lepsze i mniej plastikowe niż w V, urządzenia z przyszłości nie przypominają tanich chińskich zabawek i przez większość czasu wszystko sprawia wrażenie solidnie wykonanego. Zdarzają się wpadki, ale nie są one mocno irytujące. Wszystkie walki i strzelanie do siebie też całkiem zgrabnie zostało zmontowane. Umiejętnie używany slow motion również cieszy. Od strony aktorskiej jest już trochę gorzej. Rachel Nichols jako Kiera męczy, a przeważająca większość zaledwie poprawnie odgrywa swoje postacie. Na szczęście jest charyzmatyczny Kagame, którego zwykle ogląda się z przyjemnością. Wciela się w niego Tony Amendola czyli Bry’tac z Stargate SG-1. I nie jest to jedyny aktor ze świata Gwiezdnych wrót który się pojawia. Mamy jeszcze Jennifer Spence, Lexe Doing (ale pięknie się starzeje!) i kilku aktorów drugoplanowych z innych znanych produkcji sci-fi m.in. Tahmoh Penikett.

Czy polecam serial? Nie… nie chcę żebyście mieli do mnie pretensje. Fani spragnieni sci-fi na pewno już obejrzeli, a ci co jeszcze się wahają mogą zaryzykować bo jest szansa że w S02 sporo się zmieni jeśli scenarzyści nie pokpią sprawy. Jeśli jednak nie podobał wam się pilot nie oglądajcie dalej. Przyszłość sci-fi o dziwo zapowiada się nadzwyczaj interesująca i całkiem możliwe, że jest szansa na renesans gatunku. Dwa seriale dziejące się w kosmosie od Syfy (w tym jeden od Bryana Fullera!), Incursion od twórcy Spartacusa, Blood and Chrome i kolejne plotki o telewizyjnym Star Treku. Jeśli choć jedna z tych produkcji dostanie zamówienie to Continuum będzie jedynie średnio smakowita przystawką. Na danie główne musimy jeszcze poczekać.

Ilość odcinków – 10

OCENA 3/5

The Good Wife S01

„We women stay in the shadows, we smile, we comfort, we nurse, but we’re always there. You are a good woman, Alicia.”

The Good Wife czy Idealna żona? Który tytuł jest bardziej adekwatny? Mamy tutaj do czynienia z serialem tylko dobrym niczym nie wyróżniającym się z tłumu dziesiątek przeciętnych produkcji czy może jest to serial ponadczasowy, gdzie wszystko perfekcyjnie zagrało i wciąga on od pierwszych do ostatnich minut zmuszając do włączania odcinka po odcinku? Odpowiedź jest banalna – tytuł powinien brzmieć Bardzo dobra żona. Z pewnością TGW jest serialem innym od masowej papki którą dostajemy od stacji ogólnodostępnych. Ma w sobie coś z kablówkowych produkcji – ponadprzeciętne aktorstwo i poruszanie ciężkich tematów, które najczęściej na CBS są przemilczane. Oczywiście to wciąż serial proceduralny, ale to ten nowy typ tych seriali, godny XXI wieku z przewijającym się wątkiem przewodnim i rozwijającymi się postaciami. Z cała pewnością to produkcja godna polecenia. Jednak jeśli nie lubisz seriali prawniczych to z pewnością i ten ci się nie spodoba chociaż kto wie w końcu to nie sądowe potyczki są tutaj najważniejsze tylko historie bohaterów.

Na początek troszkę krytyki. Nie podoba mi się intro, a raczej jego brak. Uwielbiam klimatyczne wprowadzenie do serialu lub nawet dobrze zmontowany klip z starymi scenami. To pierwsze genialnie wyszło w The Wire lub True Blood (I Wanna Do Bad Things With You!), a to drugie choćby w Buffy. Niestety tutaj wkradła się tak nie lubiana przeze mnie moda z kilkusekundową migawką w czarno – białym stylu z tytułem serialu. O ile jeszcze w Lost była to klimatyczna tak tutaj jest no cóż nijakiej. Nie jest to wada serialu tylko kwestia gustu niektórzy nawet będą zadowoleni bo nie będą musieli bawić się w przewijanie. I jeszcze mała ciekawostka – czołówka zazwyczaj się pojawia po jakiś 10 minutach czyli tak w ponad 1/4 odcinka. I to tyle byłoby co do moich zastrzeżeń teraz mogę przejść do chwalenia.

O fabule i historii rozpisywać się nie mam zamiaru. Jest żona, zostaje ona zdradzona, wpływowy mąż zostaje uwikłany w seks – skandal, idzie do więzienia, a ona wraca po kilkunastu latach przerwy do praktykowania zawodu jako młodszy współpracownik. Musi zasłużyć na pracę pomagając przy sprawach, a jeśli nie da z siebie wszystkiego zostanie zwolniona. Sprawa trochę się komplikuje bo jednym z jej szefów jest znajomy ze studiów. Pomysł prosty, ale dalsza część historii została poprowadzona perfekcyjnie (i używam tutaj tego słowa z pełną premedytacją). Początkowe trudności z ponownym odnalezieniem się w roli prawnika, rywalizacja w biurze i na sali sądowej, utrzymujące się napięcie między Alicją i Willem czy radzenie sobie ze skandalem. Do tego są jeszcze historię innych bohaterów – próba rehabilitacji (zarówno w oczach żony i opinii publicznej) niewiernego męża oraz jego walka o powrót do polityki, kłopoty w firmie czy romanse innych bohaterów. Najważniejsze, że historia wciąga, po zobaczeniu napisów końcowych od razu ma się ochoty włączyć następny epizod. Na szczęście nie miałem wrażenie, że wątki są strasznie przeciągane, „show must go on” jak to mówił klasyk i dlatego nie ma miejsca na nudę. Wszystko to zostało pokazane z odpowiednim wyczuciem, nie mamy wrażenie że jest to nachalne. Scenarzyści wiedzą też kiedy użyć humoru. Nie ma go dużo, ale odpowiednio rozładowuje napięcie. Czasem jednak mam wrażenie, że niektóre zachowania są przerysowane, ale to akurat celowe zagranie, by podkreślić indywidualność postaci. Sprawdza się znakomicie.

A bohaterowie się indywidualni i to widać już od pierwszego odcinka a potem ich charaktery jeszcze bardziej nabierają złożoności. Alicja to tytułowa dobra żona, stojąca u boku męża mimo skandalu z czasem się zmienia. Nie jest pewna czy wciąż go kocha, ale dalej jej na nim zależy. Pomaga mu, ale nie jest w stanie ponownie zaufać. Jest też rozdarta między uczuciami do swojego pracodawcy (odwzajemnionymi), a przysięgą małżeńską. Peter, czyli mąż, to dobry człowiek, chcę zmienić świat na lepszy, ale dokonuje kilku złych wyborów, które się na nim mszczą. Był bardzo dobrym prokuratorem okręgowym i postanawia odzyskać swoją dawną prace i nie zawaha się skorzystać przy tym z szantażu. Will również jest rozdarty – jako szef firmy musi podejmować obiektywne decyzje, a to jest trudne ze względu na jego uczucie do Alicji. Jest jeszcze Kalinda, Diane, Jackie i dzieci tytułowej bohaterki. Każde z nich jest charakterystyczne, podejmuje własne decyzję, które potem mają konsekwencję w przyszłości. Co dziwne, wątki dzieci nie denerwuje jak to jest w wielu innych serialach. Każdy z bohaterów ma też charakterystyczny styl ubierania i zachowania. Aktorzy idealnie wcielają się w swoje postacie co zostało zauważone przez krytyków i serial dostał kilka nominacji i nagród dla aktorów m.in. Julianna Margulies zgarnęła Złotego Globa.

Podoba mi się to, że Alicja jest często tylko małym trybikiem podczas toczących się spraw. Nie zawsze odgrywa ona kluczową rolę w procesie czasem tylko nieznacznie pomaga lub nawet zajmuje się prywatnymi sprawami. Proces i dochodzenie (bo ono odgrywa równie ważną rolę) czasem dzieją się obok niej. Co ciekawe postacie sędziów i innych prawników wracają mimo, że zmieniają się sprawy. Ma się wrażenie, że podczas procesu nie chodzi by obronić klienta, a pokonać starego wroga. Świat prawniczy jest tu swoistym ekosystemem, wszyscy się znają, ludzie wiszą sobie przysługi, a działanie w jednym procesie wpływa często na inny. Jest zachowana pewna ciągłość przez co nie ma się tego wrażenia znanego z innych procedurali że niektóre odcinki można by pominąć. Tutaj lepiej oglądać wszystkie, a potem cieszyć się powrotami znanych i charakterystycznych postaci.

Czym jednak byłby serial prawniczy bez dobrych spraw? Zapewne tanią obyczajówką, ale tutaj nam to nie grozi. Sprawy są przeważnie wciągające, czasem są odbiciem tego co dzieje się u bohaterów, a czasem mają nimi wstrząsnąć i zmusić do zastanowienia. Nic tutaj nie jest czarne albo białe i postacie nie raz staną przed trudnymi wyborami moralnymi. Zdradzić tajemnicę klienta? Czy mogę bronić domniemanego mordercy? Wziąć szefa mafii na swojego klienta? To tylko przykładowe pytania. Co ciekawe sprawy nie zawsze są wygrywane, trzeba umieć się też pogodzić z porażką. Czasem też bohaterowie przegrają, ale moralnie. Nie ma tutaj zawsze łatwych rozwiązań co jest ogromną zaletą tego serialu. Scenarzyści nie boją się też eksperymentować i często zdarzą się odchylenia od schematycznych odcinków (czyli trochę domu, trochę akcji w firmie, sala sądowa, trochę śledztwa oraz problemów innych bohaterów). Sprawa z punktu widzenia ławników? Rozprawa w szpitalu? Czemu nie.

Czas na litanie do wszystkich świętych znaczy się aktorów drugoplanowych. Mamy tutaj prawdziwy wysyp znanych twarzy. Więc sobie trochę powyliczam. Jeśli jednak kogoś nie interesuje kogo ogląda i czy go gdzieś kiedyś widział to niech skoczy do ostatniego akapitu. Titus Welliver czyli Men in Black z Lost lub Jimmy O’Phelan z Sons of Anarchy znowu wcielił się w stosunkowo czarny charakter i znowu dał radę kradnąc sceny z swoim udziałem. Denis O’Hare (Rusel z True Blood) jak zwykle perfekcyjny. Joe Morton z Eureki gra zupełnie inną rolę i znowu bardzo dobrze sobie radzi. Martha Plimpton jako adwokat wykorzystujący swoją ciążę czy małe dziecko jest znakomita. Jill Flint (Royal Pains) jako agentka FBI radzi sobie dużo lepiej niż w serialu o lekarzach, w którym widziałem ją wcześniej. Dylan Baker (Kings, Political Animals) w roli demonicznego Colina Sweeneya to chyba najlepszy występ gościnny, mistrzostwo. Mamie Gummer zagrała w jednym odcinku, dużo czasu nie dostała i gdyby nie to że w przyszłym sezonie zagra główną rolę w Emily Owens MD pewnie bym nie odnotował jej występu tak mogę napisać że całkiem nieźle się spisała. Dwójka z The Wire – Sonja Sohn (Kima) i Gbenga Akinnagbe (Chris) jako pastor. Carrie Preston (Arlene z True Blood) jako roztargniona prawniczka mająca problemy z komputerami. Amy Acker w finałowym odcinku. I w końcu Alan Cumming jako Eli Gold kierownik kampanii Petera. Najciekawsza postać ze wszystkich, która w przyszłym sezonie ma stać się stałym członkiem obsady. Bogato, prawda? I to tylko ci, których znam.

Obecnie emitowane są trzy liczące się seriale prawnicze – The Good Wife, Suits i Damages. Franklin & Bash pomijam bo nie zdobył on takiej popularności jak pozostałe. Jak w tej grupce prezentuje się TGW? Gdzieś pomiędzy serialem od USA Network i FX. Jest humor jest trochę luźniejszego klimatu, ale serial nie boij się poruszać trudnych spraw. Fabuła jest ciekawsza i bardziej dojrzała niż W garniturach. Jest wciągająco, a to powinno być wystarczającą rekomendacją.

OCENA 5-/5